Pizza bez zagniatania. Idealna na śniadanie, wystarczy wymieszać ciasto wieczorem :)
Kocham pizzę i mogę jeść ją na śniadanie, obiad, kolację, lunch, brunch, podwieczorek i brać złożoną na pół do pracy. Oczywiście ja piekę najlepszą pizzę i od bardzo dawna robię ją "na oko", ot, skromność. Oczywiście, że podam przepis. Po upieczeniu pizzy chyba kilkaset razy po prostu nie chce mi się już brudzić szklanek, zdejmować pająków z wagi kuchennej, czy przejmować się czymś poza topingami do mojego placka.
Z tym zagniataniem i niezagniataniem to jest tak:
Czasem zagniatam, jak mi się chce, wtedy ciasto da się łatwo rozciągnąć lub rozwałkować, nie lepi się, w środku są mniejsze "bąble" powietrza, jest gotowe szybciej, do dwóch godzin. Przepis na takie ciasto opublikowałam tu.
Przeważnie mi się jednak nie chce, wtedy robię ciasto tak jak w tym przepisie. Wystarczy wymieszać łyżką i zostawić na conajmniej 8 godzin. Takie ciasto jest rzadkie i ofiary poniesiemy przy formowaniu placka. Ciasto jest cholernie rzadkie i lepi się do wszystkiego.
Jednak: Ciasto "bez zagniatania" jest lepsze. Jest bardziej wilgotne w środku i ma większe "dziury" i bąble, no i można zrobić wieczorem, żeby mieć rano. Kiedy śpimy drożdże odwalają całą robotę.
Dziś na pizzy: domowy sos pomidorowy, szpinak baby, orzechy włoskie, szczypta chilli w płatkach, kilka oliwek, jajko o płynnym żółtku i pstrąg łososiowy, bo koniec miesiąca i na łososia już nie starczyło. Och, och, och. Mam to w środku, w brzuchu i jest mi dobrze.
Składniki na 2 pizze:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 października 2015
niedziela, 30 sierpnia 2015
Hot latino pizza
Hot latino pizza
Przypieczone ciasto, bogate dodatki, tłuściutki serek, cała masa smaku umami, lekkie grzanie od papryczek jalapenos, kremowe awokado, kolendra i limonka na koniec, ależ to było dobre.
Domowa pizza nie może się równać z sieciówkową. Jakość ciasta w sieciówkach, kompozycje oraz wybór dodatków powodują u mnie opad witek. Jak to nie ma awokado, chorizo, orzechów włoskich, sera brie, białego sosu, suszonych pomidorów, świeżego szpinaku, ciętej rukoli, jajka... Jak to nie ma moich ulubionych dodatków?
Widuję na Istagramie relacje blogerów kulinarnych z wizyt z jednej z najbardziej rozbudowanych w Polsce sieciówek pizzowych. Serio? Znam tę restaurację od kuchni, i nie mogę powiedzieć, żeby ktoś pluł do sosu, ale zapewniam, że jest to jedzenie zrobione bez ksztyny miłości i chyba nie trudno się domyślić ilu półproduktów musi używać tak duża sieć, żeby utrzymać standardy- w każdej restauracji zjemy identyczne pizze. Skoro potraficie wyczarować pizzę w domu, skoro znacie rewelacyjne włoskie pizzerie, po co zawracacie sobie głowę oraz paszczę przydrogimi wytworami przemysłu i globalizacji ;/
Krótko mówiąc, gardzicie makdonaldem, a jecie pizzę, która dorównuje ilością półproduktów i składników z mroźni hambuksom z maca.
Przypieczone ciasto, bogate dodatki, tłuściutki serek, cała masa smaku umami, lekkie grzanie od papryczek jalapenos, kremowe awokado, kolendra i limonka na koniec, ależ to było dobre.
Domowa pizza nie może się równać z sieciówkową. Jakość ciasta w sieciówkach, kompozycje oraz wybór dodatków powodują u mnie opad witek. Jak to nie ma awokado, chorizo, orzechów włoskich, sera brie, białego sosu, suszonych pomidorów, świeżego szpinaku, ciętej rukoli, jajka... Jak to nie ma moich ulubionych dodatków?
Widuję na Istagramie relacje blogerów kulinarnych z wizyt z jednej z najbardziej rozbudowanych w Polsce sieciówek pizzowych. Serio? Znam tę restaurację od kuchni, i nie mogę powiedzieć, żeby ktoś pluł do sosu, ale zapewniam, że jest to jedzenie zrobione bez ksztyny miłości i chyba nie trudno się domyślić ilu półproduktów musi używać tak duża sieć, żeby utrzymać standardy- w każdej restauracji zjemy identyczne pizze. Skoro potraficie wyczarować pizzę w domu, skoro znacie rewelacyjne włoskie pizzerie, po co zawracacie sobie głowę oraz paszczę przydrogimi wytworami przemysłu i globalizacji ;/
Krótko mówiąc, gardzicie makdonaldem, a jecie pizzę, która dorównuje ilością półproduktów i składników z mroźni hambuksom z maca.
Kocham domową pizzę. Pizza jest jak
kulinarne płótno. Wrzucasz na nią co ci serce i rozum podpowiedzą
(jednak bardziej serce). Kiedy masz już opanowany najlepszy
dla swojego piekarnika i kuchni patent, przygotowanie pizzy staje się
poezją. Wystarczy zagnieść ciasto, zrobić sos, przygotować
dodatki, złożyć pizzę i upiec- czyż to nie proste? Składniki zawsze mam w domu, mąka i suche drożdże to podstawa.
Inspiracją dla tej pizzy stał się
słoik papryczek jalapeño,
który odnalazłam w jednym z dyskontów spożywczych. Kiedy go zobaczyłam(słoiczek) kwiknęłam ze szczęścia i pobiegłam
do konkurencyjnego dyskontu po chorizo ;) (awokado kupujcie jednak
tylko w warzywniaku i na bazarze, bo te z supermarketów są do
kitu).
Lekko ostra, dobrze przypieczona pizza
z chorizo, jalapeños,
cheddarem, na najprostszym sosie pomidorowym, po upieczeniu obłożona
kremowym awokado haas i aromatyczną kolendrą...
Patrz co musisz zrobić, żeby ją mięć, a jest to na prawdę niewiele.
Subskrybuj:
Posty (Atom)