Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vegan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vegan. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 stycznia 2018

Zupa krem z marchewki

Zupa krem z marchewki z zieloną pastą curry i mlekiem kokosowym. Moim sekretem (już nie) jest masło z orzeszków ziemnych lub nerkowców, najlepiej ze świeżo uprażonych, ukręcone samodzielnie. To taka zupka, że staniki i kalesony latają ale ludziom bardzo wrażliwym na ostrość polecam pominąć papryczkę i dodać mniej pasty curry.

Pierwszy raz od stu lat publikuję przepis, bo:

Troszkę mi głupio wrzucać zdjęcia totalnie pysznego jedzenia na fanpejdż i instagram, zdawkowo opisane, podczas, gdy tajemnicą nie jest, że blog istnieje, bądź raczej istniał kiedyś. Postaram się czasem coś napisać ale zastrzegam sobie prawo do chujowych zdjęć.

Zabawny powód, trochę jestem posrana: ciągle zamieszczam adres bloga w CV, a chcę zmienić robotę. Pracuję w gastro. Uważam, że całe to CV to se można wsadzić ale dżast in kejs, aplikuję tylko do miejsc co najmniej wegetariańskich, a najbardziej upatrzone mam wegańskie (o tym napiszę może kiedyś coś więcej ale mi się teraz nie chce) i głupio, jak daję to CV, ktoś se zagląda, tururu, ciekawe co tam wymodziła ta Aleksandra, a tu jeb, bombardacja totalnie zwierzęcym tłuszczem nasyconym* podczas gdy, w sumie jest to dosyć nieaktualne, o czym nie zamierzam też teraz pisać ani dyskutować, zresztą jedzta co chceta, ja też jem co chceta.

Powód cztery, w sumie lubię pisać i osiągnęłam już tę nirvanę, że mam wyjebane na to, że moje zdjęcie zrobione komórką zostanie obrzucone mixem pogardy i rozbawienia przez posiadaczki lustrzanek cyfrowych i lajtboxów, a cały wpis zupełnie niezrozumiany przez madki i matrony szukające delikatnej zupki dla swoich ząbkujących młodych. Także jest to dla mnie radosna rekreacja.

Aha, zostanę prawdziwym kucharzem, vegan chefem, cukiernikiem, choćby skały srały. Pozdrawiam wszystkich amatorów z ambicjami i nie poddawajcie się!

zupa krem z marchewki omgfatcat

Na garnek zupy (weź co najmniej 3-litrowy):

  • Mały chlust oleju jakiego tam chcesz
  • Szalotka, pokrojona (opcjonalnie)
  • Dowolna ostra papryczka, posiekana byle jak (opcjonalnie)
  • Mały kawałek imbiru, posiekany, może być byle jak ale drobno (opcjonalnie)
  • Trzy kawałki suszonego galangalu, laska trawy cytrynowej, pogięta (opcjonalnie)
  • Pół torebki zielonej pasty curry lub więcej (takiej saszety, najmniejsze opakowanie tego w sklepie, jak macie coś przeciwko rybkom to czytajcie skład, bo niektóre mają)
  • 1.5 kg marchewki lub więcej, obrana i pokrojona byle jak ale najlepiej w cienkie plasterki
  • Warszawska kranówka
  • Standardowa puszka mleka kokosowego, polecam Aroy-D i Real Thai, innych nie polecam
  • Sól i cukier jakie tam chcesz do smaku
  • 2-3 kopiaste łyżki masła z prażonych orzeszków ziemnych lub nerkowców, grunt, żeby było jak najlepszej jakości, najlepiej zrobione w 100% z orzeszków
  • Sok z limonki, lub nawet dwóch limonek, do smaku* z cytryny też może być
  • opcjonalnie** sos ostrygowy/ wegański sos ostrygowy
  • kilka gałązek świeżej kolendry, posiekanych byle jak, niby opcjonalnie ale nawet jak nie lubisz kolendry to lepiej jej tym razem dodaj
Zrób to tak:
  1. Jak już masz wszystko przygotowane
  2. Włącz gaz pod garnkiem.
  3. Wlej olej i od razu wrzuć szalotkę, papryczkę, imbir, galangal i trawę cytrynową. Smaż na średnim ogniu minutkę, dwie lub aż zacznie to pachnieć a ty zaczniesz kaszleć.
  4. Dodaj pastę curry, posmaż jeszcze minutę, mieszając i rozcierając pastę.
  5. Wlej CHLUST (śmiało) mleka kokosowego, pamiętaj by większość została w puszce. Schowaj większość przed kotem. Pomieszaj chwilę, pogotuj minutę od momentu zawrzenia.
  6. Dodaj marchew i zalej wodą tak, żeby marchew była przykryta.
  7. Nasyp trochę soli i cukru. Gotuj na małym ogniu aż marchew się ugotuje.
  8. Kiedy marchewka zmiękła wyłów galangal i trawę cytrynową.
  9. Wyłącz ogień pod garnkiem. Teraz czas na swobodną improwizację.
  10. Dodaj masło orzechowe, solidnie rozetrzyj. Wlej resztę mleka koko.
  11. DODAJ tę kolendrę.
  12. Zmiel zupę najlepiej jak potrafisz. Jeśli jest bardzo gęsta to rozcieńcz wodą.
  13. Posól, posłódź, dopraw sosem ostrygowym i sokiem z limonki do smaku.
  14. Włala.
Zupa jest dobra na pewno przez trzy dni. Część mleka koko każę wlać na koniec i nie gotować, bo odnoszę wrażenie, że tak nie traci ono swojego zapaszku. Także jak podgrzewasz zupę, to staraj się nie dopuszczać do jej wrzenia ale świat się nie skończy jeśli ona zabulgocze.

*
** Z jednej strony nie hejtuję ale z drugiej strony stronię XD Sos "ostrygowy", no bo heloł, gdzie on ma te ostrygi, można zrobić z szitaków i glona- polecam ten przepis- smakuje jak prawdziwy, jeśli nie lepiej, porównywałam :)))

Smacznego!

czwartek, 17 września 2015

Lody dla każdego

Lody, które musicie poznać jeśli jesteście maniakami lodów, maniakami lodów na diecie lub po prostu na diecie. Te lody są odpowiednie dla wegan, alergików (nie tych orzechowych, sory), wybredników itp... Są kremowe, bez głupich kryształków lodu i przepyszne.

Powinny się składać tylko z bananów i masła orzechowego ale mój blender nie daje rady i muszę dodać czegoś płynnego... Pod ręką zwykle śmietanka... A czekoladę i pistacje muszę...

Z patentu na kształt lodów jestem dumna (patent patrz niżej). Mam taki najmniejszy zamrażalnik jaki ustawa przewiduje i żadne foremki się do niego nie mieszczą. Całego loda raczej nie ulokujemy w gębie ale je się bardzo przyjemnie i wygodnie.

Przepis podstawowy znalazłam na blogu Karoliny.

Po-le-cam!

This in an must have to try if you're an ice cream lover, ice cream lover on a diet or simply on a diet. This ice cream is suitable for vegans, allergics, (exluding nuts allergies), picky persons etc... These creamsicles are rich, creamy and delicious.

They were supposed to be made from frozen bananas and peanut butter but I usually add a few gluggs of heavy cream, because my blender sucks, or maybe I chop bananas too coarsely.

Plus, ,my refrigerator is so that none of popsicle molds can fit in it. I find my own genius way to make popsicles- see below.

vegan banana peanut butter ice cream przepis recipe

wtorek, 15 września 2015

Chińskie pierożki na parze

"Chińskie" pierożki na parze. Są niewymuszenie wegańskie, eleganckie, jeśli damy radę i zawsze napełnione- nadzienie nie wypłynie do wody, nawet jeśli jesteśmy kiepscy w lepieniu ;) Tego typu "jiaozi" w istocie nie są szczególnie chińskie, zwłaszcza te nadziane dynią. Chińczycy byliby skłonni wykonać mięsne wersje tego specjału, jednak w Polsce panuje zupełnie mylne przekonanie (wiem, że nie pomagam), że kuchnia chińska jest zdrowa, uboga w białko zwierzęce, a bogata w warzywa i generalnie lekka. Straszny błąd :). Zainteresowanych odsyłam na przykład do lektury książki Fuchsi Dunlop "Płetwa rekina i syczuański pieprz" (już sam tytuł rozwiewa złudzenia). *

*Uwielbiam kuchnię chińską, wolę od polskiej ;)
Chińskie pierożki na parze chinese steamed duplings jiaozi
Za moimi paznokciami dynia ;)
Chińskie pierożki na parze chinese steamed duplings jiaozi

Niezależnie od tego czym nadziejecie pierożki, to do ich maczania polecam autentyczny chiński ocet, który oferują w przyzwoitej cenie Wietnamczycy w swoich cudownych sklepikach. Ocet jest przepyszny (to brzmi dziwnie ale to prawda!) i polecam go wszędzie tam, gdzie użylibyście surowego octu, np. balsamicznego. Można go wymieszać w dowolnych proporcjach z olejem chilli, olejem sezamowym, sosem sojowym (dla mnie bez, ale róbta co chceta) lub nawet z liśćmi kolendry.

Co do cydru, to nie uważam, że nie jest on wart swojej ceny (około 5 złotych za 0,33l !), tylko tak się złożyło, że do publikacji wybrałam zdjęcia zrobione już po właściwej sesji, kiedy to wzięłam pierożki w obroty i popijałam cydrem.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Honeycomb

Honeycomb / Plaster miodu
omgfatcat przepis na honeycomb

Dzień dobry po skromnej przerwie w blogowaniu!

Na rozgrzewkę proponuję robiący wrażenie cukierek domowej roboty, o obco brzmiącej nazwie "honeycomb" (ang. Plaster miodu).

Honeycomb zrobiłam na potrzeby mojego pięknego deseru, który będzie gwiazdą następnego wpisu, niemniej sam w sobie, lub oblany czekoladą (polecam gorzką, dla zrównoważenia ogromu słodyczy) też jest wyborny. Cukierek charakteryzuje się lekką, napowietrzoną strukturą, kruchą konsystencją i karmelowo-miodowym smakiem z nutą sody, a jakże (Już Wam ślinka leci, co?). Wygląda pięknie, a przy robieniu go jest niezły ubaw. Gotowy "plaster miodu" można zapakować w celofan i dać teściowej w prezencie (Co ja pierdolę?).

Witajcie spowrotem w krainie grafomańskiej brawury i kulinarnej bezkompromisowości!
XOXOXOXOXO, Ola

Przepis wg. MarthyStewart, wychodzi powierzchnia do 30 na 30 cm.

Termometr cukierniczy nie jest niezbędny, osobiście nie posiadam.